

Pochłonięta zajęciami dnia codziennego, planowaniem zbliżającego się wielkimi krokami remontu (o tym niebawem) czasu na oddanie się pasji malarskiej,
przeróbkowej i stworzenia czegoś z niczego ciągle braknie, a tu tyle różności czai się na mnie, czyha w ukryciu i czeka aż je moje oko dojrzy..... i
stety- niestety dostrzega. Kupuję, gromadzę, zbieram te moje "
przydasie" i zarastam, zagracam wszelkie dostępne miejsca, bo już wiem co z nimi zrobię, tylko niestety robienie się odkładane jest na bliżej nie
określony termin, bo zawsze coś jest pilniejszego....

....ale przychodzi taki dzień, kiedy po prostu nie mogę dłużej czekać, bo chęć zrobienia
czegokolwiek tak mnie rozpiera, że muszę!!!! Wyjmuję pędzle, farby wieczorową (czytaj nocną) porą, siadam i maluję, maluję do upadłego- aż osiągnę zamierzony efekt . Tak też było z paterą i pojemnikiem na sztućce.

Paterę znalazłam w odwiedzanym składziku u mojej Babci, wykosztowałam się całe 2 zł :-) Pojemnik przeleżał ładnych parę lat w piwnicy a później u mnie w domu czekając na drugie życie, a naczekał się sporo bo podchodziłam do przeróbek chyba z trzy razy. Malowanie, przecieranie, patynowanie, zarwana nocka wszystko to staję się nieważne w momencie gdy kończę pracę i czuję to miłe uczucie zadowolenia, że zrobiłam coś jak chciałam i, że wyszło jak miało wyjść.
Satysfakcja gwarantowana ;-)))

a tak prezentowały się przed....